czwartek, 19 czerwca 2014

I

     Kolejna nieprzespana noc, kolejne litry łez spływające na poduszkę, która już tonie. Słuchawki mają dość wspomagać mi wydobycia z siebie uczuć. Kołdra nie chce okrywać dziewczyny, która nie potrafi zebrać się do kupy i walczyć o swoje. W nocy jestem taka odważna, w dzień nie potrafię się do niego odezwać...
     Następny poniedziałkowy poranek, dokładnie 13.07, godzina 7.03. Niespodziewany telefon od kogoś, przez którego płakałam ostatniej nocy. Odebrać? Muszę dać mu kolejną szansę.
-Halo?-wydobyłam z siebie pierwsze słowo i poczułam jakby uczucie ulgi.
-Cześć kochanie! Bonjour!-wykrzyknął radosnym głosem
-Cześć.
-Będę u ciebie za 30 minut!
-Super.
-Nie cieszysz się?-w jego głosie usłyszałam zawód
-Cieszę się, ale ostatnio nie mam humoru...
-Dobrze, więc do zobaczenia!
Nie zdążyłam wypowiedzieć nawet krótkiego "Pa", gdy usłyszałam dźwięk informujący o zakończonej rozmowie dobiegający ze słuchawki telefonu.
Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony kocham go, kocham go ponad wszystko, oddałabym za niego życie, jestem mu wdzięczna, ale z drugiej nienawidzę go, nienawidzę za to, jakim jest dupkiem, za to, że nie potrafi dotrzymać obietnicy, za to, że nie dba o swoje życie...
     Po kilku minutach bezczynności, spowodowanej szokiem, do mojego pokoju wtargnęła mama z walizką.
-Córciu, wyjeżdżam na ten czas, kiedy ojciec będzie z tobą w domu. Masz klucze na szafce, pa.
Trzasnęła drzwiami, po sobie zostawiła tylko kurz. Czuję się tak bardzo samotna, rodzina nie wie o tym, co czuję do ojca. Nawet nie wiedzą, że cokolwiek do niego czuję.
     Postanowiłam zostać w domu, przecież gdybym poszła do szkoły, jak ugościłabym ojca? Pustym mieszkaniem? A może kartką naklejoną na drzwiach wejściowych z napisem "Czynne: 8.00-14.00"?
Godzina 8.01. Słyszę dzwonek do drzwi. Niesamowity lęk i przekraczająca granice radość sparaliżowały mnie od stóp do głowy. Zrobiło mi się słabo. Ledwo doszłam do drzwi, złapałam za klamkę, otworzyłam mieszkanie. Moim oczom ukazał się mój ojciec, tato, tatuś. Wparował do mieszkania, nawet nie witając się ze mną. Z jego oczu można było wyczytać, że szuka mamy.
-Tato? Ja tu jestem.-powiedziałam, o krok niewybuchając złością
-Córeczko! Kocham cię!
Ojciec zbliżył się do mnie, a jego wargi już chciały dotknąć mojego lewego policzka, kiedy poczułam od niego smród alkoholu. W jednym momencie odepchnęłam go.
-Tato! Jesteś pijany!-wykrzyknęłam całą sobą
-Co? Nie! Nie rób sobie żartów! Nie piję alkoholu!-odpowiedział, chwiejąc się we wszystkie strony świata
Chciałam wyrzucić go z mieszkania. Jednak nie mam odwagi. Zbyt bardzo mi na nim zależy, zbyt bardzo go kocham.
-Chodź, położysz się i wytrzeźwiejesz, wtedy pogadamy.
Mimo tego, że tata nie opierał się, z trudem odprowadziłam go do sypialni.
-Leż.
Zamknęłam drzwi do sypialni, udałam się w kierunku kuchni. Chudymi rączkami sięgnęłam po czajnik i nastawiłam wodę na herbatę. Czekając, aż woda się zagotuje, usłyszałam krzyk z sypialni. Postanowiłam nie wchodzić, narazie podsłucham.
-Marta, spoko, przyjadę kiedy indziej. Jestem u córci. Córcia mnie kocha i będzie ze mną spała. Wrócę taksówką. Uważaj na siebie.
Co? Jaka Marta? Kim ona jest? Czy to jakaś kolejna dziewczyna ojca?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz