Kolejny dzień wstaje. Kolejny raz słońce unosi się nad dachem mojego domu, nad domem, w którym dzieją się dziwne rzeczy.
Wstałam z wielkim trudem z łóżka, narzuciłam na siebie turkusową koszulę, którą zawsze ubierałam, kiedy byłam w domu. Wśliznęłam stopy w bladoróżowe kapcie i poszłam do taty.
Kiedy weszłam, on już nie spał. Widać było, że czymś się przejmuje, że coś złego mieszka w jego myślach. Siedział na rogu łóżka, oparty głową o dłonie, wpatrując w daleką otchłań, jakby na kogoś czekał... albo kogoś szukał.
-Cześć...-powiedziałam cicho, prawie szeptem
-Dzień dobry!-tata nagle ożył
-Co tak siedzisz sam? - usiadłam obok niego i oparłam się o jego lewy bark
-A z kim mam siedzieć?
-Właśnie, tato...
-Tak?
Nie wiedziałam co zrobić. Czy spytać go o tajemniczą Martę, czy poczekać, aż sam da jakiś znak?
-Wczoraj z kimś się kłóciłeś, kto to był?
-Hm... Szef! Szefowie zawsze do czegoś się przyczepią.
-Twój szef ma na imię Marta?
Nie wiem jak do tego doszło, że to powiedziałam. To samo, jakby odruchowo, wywołane złością.
-Co?! Skąd wiesz o Marcie? - oburzył się
-Tak DYSKRETNIE rozmawiałeś, że wszystko było słychać.
-Podsłuchiwałaś!
-Nie. Było słychać.
-Jak mogłaś?
Próbowałam jeszcze przez chwilę mu tłumaczyć, że nic złego nie zrobiłam, ale się nie udało. Jak grochem o ścianę. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Wzięłam papierosy z kurtki taty i wyszłam przed dom. Wzięłam też zapałki, które zawsze leżały w tym samym miejscu.
Kucnęłam przy schodach. Delikatnie odpaliłam papierosa, przyłożyłam do ust i pierwszy raz w życiu wprowadziłam do mojego ciała nikotynę. Pierwszy raz zaciągnęłam się okropnym, duszącym dymem.
Ta chwila trwała krótko. Tata wyszedł z domu, chyba chciał ze mną porozmawiać. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Stanął na schodach i zatrzymał się.
-Zgaś to. - powiedział nienaturalnie spokojnie
Wstałam i podeszłam do niego. Zaciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam.
-Nie.-wypowiedziałam stanowczym głosem, dmuchając dymem prosto w twarz ojca.
-Grabisz sobie. Przestań, bo...
-Bo co? Pojedziesz sobie?
Zaśmiałam się i wróciłam do domu, po drodze jeszcze paląc.
Po chwili dotarło do mnie, że zraniłam osobę, przez którą nie śpię nocami. Osobę, przez którą straciłam kilka litrów łez. Teraz na pewno tego nie naprawię. To koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz