Zaczęło się robić ze mną źle. Czułam, że chyba wpadam w depresję. Zaczęłam szukać w Internecie środków antydepresyjnych. Do tego ojciec nie dawał mi spokoju i próbował wmówić, że to jego wina. Chore.
Co teraz mam zrobić?
Kolejna strona internetowa z prochami. Kolejny telefon do sprzedawcy. Kolejne pożyczanie pieniędzy od kolegów i koleżanek. To nie były zwykłe dwie dychy, to były ponad setki, a w dwóch przypadkach, nawet ponad tysiące. Czy to są przyjaciele? Pożyczają tak wielkie sumy pieniędzy, nie pytając, po co? Nie wiem. Wtedy liczyło się to, żeby zdobyć jak najwięcej pieniędzy i kupić coś na antydepresję. W końcu zebrałam sumę pieniędzy, która była mi potrzebna do zakupu leków. Dokładnie osiem tysięcy pięćset złotych. Przysięgam. Pieniądze, za które mogłam wyjechać na wakacje.
Uradowana zadzwoniłam do sprzedawcy, informując go o tym.
-Masz te pieniądze? No to super. Kiedy możemy się spotkać?
-Nawet dziś!-wykrzyknęłam niemalże
-To świetnie. W jakim mieście mieszkasz?
-Wrocław.
-To dobrze się składa, właśnie tu jestem. Bądź pod barem "za rogiem" o 16.39. Nie spóźnij się.
-Dobrze.
Bardzo się cieszyłam, że w końcu dostanę moje upragnione cudeńko. Ciągle wierzyłam, że te antydepresanty wyciągną mnie z bagna, w które wpadłam.
Wyszłam z domu o godzinie 15.30, miałam kawałek drogi z domu do baru, więc wolałam być wcześniej, niż się spóźnić. Ubrałam byle jakie, brudne ubrania, zdarte buty i wyszłam. W progu drzwi zatrzymał mnie tata.
-Dokąd idziesz? Na pole?-zaśmiał się
-Nieważne-odpowiedziałam stanowczo
-Nie wyjdziesz, dopóki nie powiedz mi, dokąd idziesz.
-Nie udawaj zatroskanego tatusia. Żegnam.
Po tych słowach odepchnęłam tatę i poszłam do baru. Szłam bardzo szybko, niemal biegłam, bo wiedziałam, że nie mogę się spóźnić. Minęłam galerię handlową, Tesco, i blok, w którym mieszkali sami pijacy. Przeszłam przez pasy, gdzie prawie potrącił mnie samochód. Nie martwiłam się tym. Pod barem byłam o godzinie 16.38. Uff, jakie szczęście-pomyślałam. Niecierpliwie spoglądałam na zegarek w telefonie. To była chyba najdłuższa minuta w moim życiu. W pewnym momencie zauważyłam czarne, duże BMW, z którego wysiadł wysokiego wzrostu mężczyzna ubrany w czarną koszulę i białe spodnie do kostek. Na stopach miał pantofle czarne, z granatowym połyskiem. Przestraszyłam się na początku, że może mi coś zrobić, ale później ochłonęłam. Przecież chodziło o leki, kosztujące ponad osiem tysięcy.
-Paulina Gazda? Najpierw dajesz mi kasę, później ja daję ci leki.
Nie zastanawiając się ani chwili, sięgnęłam ręką do torebki, by wyciągnąć pieniądze. Już chciałam dać je mężczyźnie, ale w ostatnim momencie powiedziałam:
-Daj te prochy. Jak widzisz, pieniądze mam, ale nie ufam wszystkim.
Wysoki, bo tak na niego mówiono w Internecie, wyciągnął z samochodu 3 opakowania leków. Dał mi je.
-Teraz twoja kolej-odpowiedział sucho
Dałam mu szybko pieniądze i już chciałam odejść, ale zatrzymał mnie. W jednym momencie złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę.
-Myślisz, że to już wszystko? O nie, kochana. Mylisz się.
-O co ci chodzi, człowieku?-próbowałam maskować swój lęk
-Jest jeden warunek. Dałaś mi pięniądze, teraz, jęsli będziesz chciała brać nadal te prochy, będziesz musiała pomagać mi je sprzedawać. Zgoda?
-A skąd wiesz, może nie będę ich chciała?
-Zobaczymy. Zadzwonię do ciebie za dwa tygodnie. Leki zażywa się 2 razy dziennie, przed posiłkiem. Miłego dnia.
Po tych słowach Wysoki wsiadł do BMW i odjechał w mgnieniu oka.
O co mu chodziło? Będę musiała je brać? Sprzedawać? Pomagać? Nie rozumiem... No cóż, nieważne. Mam swoje leki!
sobota, 5 lipca 2014
piątek, 27 czerwca 2014
II
Kolejny dzień wstaje. Kolejny raz słońce unosi się nad dachem mojego domu, nad domem, w którym dzieją się dziwne rzeczy.
Wstałam z wielkim trudem z łóżka, narzuciłam na siebie turkusową koszulę, którą zawsze ubierałam, kiedy byłam w domu. Wśliznęłam stopy w bladoróżowe kapcie i poszłam do taty.
Kiedy weszłam, on już nie spał. Widać było, że czymś się przejmuje, że coś złego mieszka w jego myślach. Siedział na rogu łóżka, oparty głową o dłonie, wpatrując w daleką otchłań, jakby na kogoś czekał... albo kogoś szukał.
-Cześć...-powiedziałam cicho, prawie szeptem
-Dzień dobry!-tata nagle ożył
-Co tak siedzisz sam? - usiadłam obok niego i oparłam się o jego lewy bark
-A z kim mam siedzieć?
-Właśnie, tato...
-Tak?
Nie wiedziałam co zrobić. Czy spytać go o tajemniczą Martę, czy poczekać, aż sam da jakiś znak?
-Wczoraj z kimś się kłóciłeś, kto to był?
-Hm... Szef! Szefowie zawsze do czegoś się przyczepią.
-Twój szef ma na imię Marta?
Nie wiem jak do tego doszło, że to powiedziałam. To samo, jakby odruchowo, wywołane złością.
-Co?! Skąd wiesz o Marcie? - oburzył się
-Tak DYSKRETNIE rozmawiałeś, że wszystko było słychać.
-Podsłuchiwałaś!
-Nie. Było słychać.
-Jak mogłaś?
Próbowałam jeszcze przez chwilę mu tłumaczyć, że nic złego nie zrobiłam, ale się nie udało. Jak grochem o ścianę. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Wzięłam papierosy z kurtki taty i wyszłam przed dom. Wzięłam też zapałki, które zawsze leżały w tym samym miejscu.
Kucnęłam przy schodach. Delikatnie odpaliłam papierosa, przyłożyłam do ust i pierwszy raz w życiu wprowadziłam do mojego ciała nikotynę. Pierwszy raz zaciągnęłam się okropnym, duszącym dymem.
Ta chwila trwała krótko. Tata wyszedł z domu, chyba chciał ze mną porozmawiać. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Stanął na schodach i zatrzymał się.
-Zgaś to. - powiedział nienaturalnie spokojnie
Wstałam i podeszłam do niego. Zaciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam.
-Nie.-wypowiedziałam stanowczym głosem, dmuchając dymem prosto w twarz ojca.
-Grabisz sobie. Przestań, bo...
-Bo co? Pojedziesz sobie?
Zaśmiałam się i wróciłam do domu, po drodze jeszcze paląc.
Po chwili dotarło do mnie, że zraniłam osobę, przez którą nie śpię nocami. Osobę, przez którą straciłam kilka litrów łez. Teraz na pewno tego nie naprawię. To koniec.
Wstałam z wielkim trudem z łóżka, narzuciłam na siebie turkusową koszulę, którą zawsze ubierałam, kiedy byłam w domu. Wśliznęłam stopy w bladoróżowe kapcie i poszłam do taty.
Kiedy weszłam, on już nie spał. Widać było, że czymś się przejmuje, że coś złego mieszka w jego myślach. Siedział na rogu łóżka, oparty głową o dłonie, wpatrując w daleką otchłań, jakby na kogoś czekał... albo kogoś szukał.
-Cześć...-powiedziałam cicho, prawie szeptem
-Dzień dobry!-tata nagle ożył
-Co tak siedzisz sam? - usiadłam obok niego i oparłam się o jego lewy bark
-A z kim mam siedzieć?
-Właśnie, tato...
-Tak?
Nie wiedziałam co zrobić. Czy spytać go o tajemniczą Martę, czy poczekać, aż sam da jakiś znak?
-Wczoraj z kimś się kłóciłeś, kto to był?
-Hm... Szef! Szefowie zawsze do czegoś się przyczepią.
-Twój szef ma na imię Marta?
Nie wiem jak do tego doszło, że to powiedziałam. To samo, jakby odruchowo, wywołane złością.
-Co?! Skąd wiesz o Marcie? - oburzył się
-Tak DYSKRETNIE rozmawiałeś, że wszystko było słychać.
-Podsłuchiwałaś!
-Nie. Było słychać.
-Jak mogłaś?
Próbowałam jeszcze przez chwilę mu tłumaczyć, że nic złego nie zrobiłam, ale się nie udało. Jak grochem o ścianę. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Wzięłam papierosy z kurtki taty i wyszłam przed dom. Wzięłam też zapałki, które zawsze leżały w tym samym miejscu.
Kucnęłam przy schodach. Delikatnie odpaliłam papierosa, przyłożyłam do ust i pierwszy raz w życiu wprowadziłam do mojego ciała nikotynę. Pierwszy raz zaciągnęłam się okropnym, duszącym dymem.
Ta chwila trwała krótko. Tata wyszedł z domu, chyba chciał ze mną porozmawiać. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Stanął na schodach i zatrzymał się.
-Zgaś to. - powiedział nienaturalnie spokojnie
Wstałam i podeszłam do niego. Zaciągnęłam się najmocniej jak potrafiłam.
-Nie.-wypowiedziałam stanowczym głosem, dmuchając dymem prosto w twarz ojca.
-Grabisz sobie. Przestań, bo...
-Bo co? Pojedziesz sobie?
Zaśmiałam się i wróciłam do domu, po drodze jeszcze paląc.
Po chwili dotarło do mnie, że zraniłam osobę, przez którą nie śpię nocami. Osobę, przez którą straciłam kilka litrów łez. Teraz na pewno tego nie naprawię. To koniec.
czwartek, 19 czerwca 2014
I
Kolejna nieprzespana noc, kolejne litry łez spływające na poduszkę, która już tonie. Słuchawki mają dość wspomagać mi wydobycia z siebie uczuć. Kołdra nie chce okrywać dziewczyny, która nie potrafi zebrać się do kupy i walczyć o swoje. W nocy jestem taka odważna, w dzień nie potrafię się do niego odezwać...
Następny poniedziałkowy poranek, dokładnie 13.07, godzina 7.03. Niespodziewany telefon od kogoś, przez którego płakałam ostatniej nocy. Odebrać? Muszę dać mu kolejną szansę.
-Halo?-wydobyłam z siebie pierwsze słowo i poczułam jakby uczucie ulgi.
-Cześć kochanie! Bonjour!-wykrzyknął radosnym głosem
-Cześć.
-Będę u ciebie za 30 minut!
-Super.
-Nie cieszysz się?-w jego głosie usłyszałam zawód
-Cieszę się, ale ostatnio nie mam humoru...
-Dobrze, więc do zobaczenia!
Nie zdążyłam wypowiedzieć nawet krótkiego "Pa", gdy usłyszałam dźwięk informujący o zakończonej rozmowie dobiegający ze słuchawki telefonu.
Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony kocham go, kocham go ponad wszystko, oddałabym za niego życie, jestem mu wdzięczna, ale z drugiej nienawidzę go, nienawidzę za to, jakim jest dupkiem, za to, że nie potrafi dotrzymać obietnicy, za to, że nie dba o swoje życie...
Po kilku minutach bezczynności, spowodowanej szokiem, do mojego pokoju wtargnęła mama z walizką.
-Córciu, wyjeżdżam na ten czas, kiedy ojciec będzie z tobą w domu. Masz klucze na szafce, pa.
Trzasnęła drzwiami, po sobie zostawiła tylko kurz. Czuję się tak bardzo samotna, rodzina nie wie o tym, co czuję do ojca. Nawet nie wiedzą, że cokolwiek do niego czuję.
Postanowiłam zostać w domu, przecież gdybym poszła do szkoły, jak ugościłabym ojca? Pustym mieszkaniem? A może kartką naklejoną na drzwiach wejściowych z napisem "Czynne: 8.00-14.00"?
Godzina 8.01. Słyszę dzwonek do drzwi. Niesamowity lęk i przekraczająca granice radość sparaliżowały mnie od stóp do głowy. Zrobiło mi się słabo. Ledwo doszłam do drzwi, złapałam za klamkę, otworzyłam mieszkanie. Moim oczom ukazał się mój ojciec, tato, tatuś. Wparował do mieszkania, nawet nie witając się ze mną. Z jego oczu można było wyczytać, że szuka mamy.
-Tato? Ja tu jestem.-powiedziałam, o krok niewybuchając złością
-Córeczko! Kocham cię!
Ojciec zbliżył się do mnie, a jego wargi już chciały dotknąć mojego lewego policzka, kiedy poczułam od niego smród alkoholu. W jednym momencie odepchnęłam go.
-Tato! Jesteś pijany!-wykrzyknęłam całą sobą
-Co? Nie! Nie rób sobie żartów! Nie piję alkoholu!-odpowiedział, chwiejąc się we wszystkie strony świata
Chciałam wyrzucić go z mieszkania. Jednak nie mam odwagi. Zbyt bardzo mi na nim zależy, zbyt bardzo go kocham.
-Chodź, położysz się i wytrzeźwiejesz, wtedy pogadamy.
Mimo tego, że tata nie opierał się, z trudem odprowadziłam go do sypialni.
-Leż.
Zamknęłam drzwi do sypialni, udałam się w kierunku kuchni. Chudymi rączkami sięgnęłam po czajnik i nastawiłam wodę na herbatę. Czekając, aż woda się zagotuje, usłyszałam krzyk z sypialni. Postanowiłam nie wchodzić, narazie podsłucham.
-Marta, spoko, przyjadę kiedy indziej. Jestem u córci. Córcia mnie kocha i będzie ze mną spała. Wrócę taksówką. Uważaj na siebie.
Co? Jaka Marta? Kim ona jest? Czy to jakaś kolejna dziewczyna ojca?
Następny poniedziałkowy poranek, dokładnie 13.07, godzina 7.03. Niespodziewany telefon od kogoś, przez którego płakałam ostatniej nocy. Odebrać? Muszę dać mu kolejną szansę.
-Halo?-wydobyłam z siebie pierwsze słowo i poczułam jakby uczucie ulgi.
-Cześć kochanie! Bonjour!-wykrzyknął radosnym głosem
-Cześć.
-Będę u ciebie za 30 minut!
-Super.
-Nie cieszysz się?-w jego głosie usłyszałam zawód
-Cieszę się, ale ostatnio nie mam humoru...
-Dobrze, więc do zobaczenia!
Nie zdążyłam wypowiedzieć nawet krótkiego "Pa", gdy usłyszałam dźwięk informujący o zakończonej rozmowie dobiegający ze słuchawki telefonu.
Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony kocham go, kocham go ponad wszystko, oddałabym za niego życie, jestem mu wdzięczna, ale z drugiej nienawidzę go, nienawidzę za to, jakim jest dupkiem, za to, że nie potrafi dotrzymać obietnicy, za to, że nie dba o swoje życie...
Po kilku minutach bezczynności, spowodowanej szokiem, do mojego pokoju wtargnęła mama z walizką.
-Córciu, wyjeżdżam na ten czas, kiedy ojciec będzie z tobą w domu. Masz klucze na szafce, pa.
Trzasnęła drzwiami, po sobie zostawiła tylko kurz. Czuję się tak bardzo samotna, rodzina nie wie o tym, co czuję do ojca. Nawet nie wiedzą, że cokolwiek do niego czuję.
Postanowiłam zostać w domu, przecież gdybym poszła do szkoły, jak ugościłabym ojca? Pustym mieszkaniem? A może kartką naklejoną na drzwiach wejściowych z napisem "Czynne: 8.00-14.00"?
Godzina 8.01. Słyszę dzwonek do drzwi. Niesamowity lęk i przekraczająca granice radość sparaliżowały mnie od stóp do głowy. Zrobiło mi się słabo. Ledwo doszłam do drzwi, złapałam za klamkę, otworzyłam mieszkanie. Moim oczom ukazał się mój ojciec, tato, tatuś. Wparował do mieszkania, nawet nie witając się ze mną. Z jego oczu można było wyczytać, że szuka mamy.
-Tato? Ja tu jestem.-powiedziałam, o krok niewybuchając złością
-Córeczko! Kocham cię!
Ojciec zbliżył się do mnie, a jego wargi już chciały dotknąć mojego lewego policzka, kiedy poczułam od niego smród alkoholu. W jednym momencie odepchnęłam go.
-Tato! Jesteś pijany!-wykrzyknęłam całą sobą
-Co? Nie! Nie rób sobie żartów! Nie piję alkoholu!-odpowiedział, chwiejąc się we wszystkie strony świata
Chciałam wyrzucić go z mieszkania. Jednak nie mam odwagi. Zbyt bardzo mi na nim zależy, zbyt bardzo go kocham.
-Chodź, położysz się i wytrzeźwiejesz, wtedy pogadamy.
Mimo tego, że tata nie opierał się, z trudem odprowadziłam go do sypialni.
-Leż.
Zamknęłam drzwi do sypialni, udałam się w kierunku kuchni. Chudymi rączkami sięgnęłam po czajnik i nastawiłam wodę na herbatę. Czekając, aż woda się zagotuje, usłyszałam krzyk z sypialni. Postanowiłam nie wchodzić, narazie podsłucham.
-Marta, spoko, przyjadę kiedy indziej. Jestem u córci. Córcia mnie kocha i będzie ze mną spała. Wrócę taksówką. Uważaj na siebie.
Co? Jaka Marta? Kim ona jest? Czy to jakaś kolejna dziewczyna ojca?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)